nietypowa codzienność

o tym jak niemal skrzywdziłam swoje dziecko

  – dlaczego Pani to zrobiła? Przecież mogła Pani zrobić Jej krzywdę. – usłyszałam dwa dni temu od jednej wyedukowanej w białym kitlu. Zamarłam i czułam jak źrenice mi się zwężają, a serducho podchodzi do gardła. Mogłam zrobić Jej krzywdę, mogłam sprawić, że do końca życia nie spojrzałabym sobie w twarz. Cholera jasna, tak niewiele brakowało!  

Gabinet lekarski to dla wielu osób miejsce pod znakiem zapytania. Takie cztery ściany, które ni cholery nie stają się z każdą przebytą minutą milsze. To takie miejsce, do którego chodzi się w wyjątkowych sytuacjach i najchętniej wzięłabym dupę w troki i uciekła jak najdalej. Gabinet lekarski ma w sobie taką moc paraliżu, która tyka jak zegar w głowie. Tyk, tyk – zdrowy czy chory? Tyk, tyk – antybiotyk, czy nie? Tyk, tyk – lecisz na zwolnienie Maleńka, dziecko znowu chore. Jak byłam dzieckiem, to uwielbiałam do lekarza chodzić. Moja Mama mniej, bo każda taka wizyta kończyła się dwutygodniowym pobytem w domu. Dobra, do rzeczy.

Schematyczny przebieg choroby. Zielony katar, kaszel, gorączka. Najpierw pojawił się pierwszy objaw, później drugi. Podałam Amelii leki, zgodnie z zaleceniami lekarza, który przepisał owe substancje przy poprzedniej chorobie. Katar ustawał, kaszlu jakby mniej – udaje się! To pewnie znowu reakcja na pyłki – pomyślałam. W sumie w tym przypadku miałam rację. Dobrze, więc podałam leki i cieszyłam się z ustających objawów. Aż tu nagle, po kąpieli okazuje się, że pozory mylą. Temperatura powyżej 39 stopni przy chłodnym ciałku. Nie należę do typu panikar, więc podałam dziecku przeciwgorączkowy syrop i monitorowałam co kilkadziesiąt minut. Temperatura spadała i do rana praktycznie nie urosła. Rano w te pędy pognałyśmy do lekarza. Podałam objawy, wszystko po kolei. Pani kiwała głową, aż w końcu zapytała jakie leki na kaszel podałam i w jakim odstępie czasowym wystąpiła temperatura.

Leki wykrztuśne są dobre, ale dla starszych dzieci. Szczególnie, że podała Pani dwa leki o podobnym działaniu w jednym czasie. Leki rozpuściły wydzielinę, a ta „zalała” płuca. Gorączka była reakcją organizmu, a nie wynikiem choroby. Dlaczego Pani to zrobiła? Kto takie leki przepisał? Przecież mogła Pani zrobić Jej krzywdę.

Byłam w szoku, zwłaszcza, że te same leki podawałam już kiedyś Amelii. Leki są w porządku, ale okazuje się, że zupełnie inaczej działają przy wysokich temperaturach na zewnątrz. Działają dwukrotnie szybciej i wpływają na organizm znacznie bardziej, niż powinny. Tu pojawiły się dwa – krople i syrop, które zimą zwaliły choróbsko z nóg, a latem zwaliły z nóg dziecko. Podobne działanie i blisko 30 stopni na dworze sprawiły, że leki jak te motorki zaczęły działać, a ZDROWY organizm córki nie nadążał. Na szczęście Amelia jest już dużą dziewczynką (względnie) i nic poważnego się nie stało. Ten wpis to przestroga dla Mam młodszej trzódki.

Nie podawaj dziecku leków bez konsultacji z lekarzem. Choroba chorobie nierówna i ten sam lek może przy innej zwyczajnie zagrozić. Nawet, jeśli nie jest (cholera jasna!) wymagana recepta. Leki bez recepty kuszą i wiem, że Ty też podałaś swojemu dziecku leki bez konsultacji nie raz. Wiem, że chciałaś dobrze. Zrób to zapobiegawczo, ale później udaj się do lekarza. Czytaj etykiety i dmuchaj na zimne, bo jak pojawi się ta pieprzona gorączka, to już pozamiatane. Ja dziecku może krzywdy nie zrobiłam w sposób dosadny i na pewno zrobiłam to nieświadomie. Jednak dostałam po dupie i będę ostrożniejsza.

  póki co cieszymy się zdrowiem i już wiemy jak walczyć z chorobami – może sytuacja musiała mieć miejsce, by czegoś się w życiu nauczyć? N.

9 thoughts on “o tym jak niemal skrzywdziłam swoje dziecko

  1. Ja też zawsze podawałam syrop na kaszel jeszcze zanim udałam się do lekarza. Nie wiedziałam, że może nastąpić taka reakcja. I że temperatura na dworze ma znaczenie!!! Dziękuję za informację.

    1. Mi samej ciężko było w to uwierzyć. Tu ewidentnie błędem było podanie dwóch leków o podobnym składzie, co wywołało taką reakcję. Nie przemyślałam tego w tamtym momencie, a teraz już wiem, że syrop tak, ale w małej ilości i w odstępach czasowych między lekami. I że lekarz to jednak lekarz. Tu syrop w ogóle nie powinien być podany, bo kaszel był efektem alergii, a nie wirusa czy bakterii. Pozdrawiam 🙂

    1. Na szczęście podałam jednorazowo oba syropy i Amelia jest dość dużą dziewczynką. Pani doktor opowiedziała sytuację, w której mama niespełna miesięcznej dziewczynki podawała krople rozrzedzające/wykrztuśne przez kilka dni. Wydzielina zalała płuca, doszło do zapalenia. Leki są dobre i na pewno warto korzystać z ich „walorów”, ale jednak lepiej nic na własną rękę 🙂

  2. Mówią, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło 😉 To chyba już taka nasza narodowa cecha, że chcemy wszystko sami, leczymy tym co mamy w domu, niekiedy nawet naszymi domowymi sposobami 🙂 Z drugiej strony, lekarze mówią wiele rzeczy i nie zawsze mają rację, czasami straszą bez sensu lub przepisują masę niepotrzebnych leków. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *